wtorek, 21 marca 2017

Wiosna c.d...

Pierwszy dzień wiosny, rzadko kiedy jest tak piękny jak dziś. Rozkapryszony marzec potrafi hulać często deszczem, wiatrem a nawet śniegiem i przymrozkami. A dzisiaj proszę, od rana piękne słoneczko i ciepła, rozlana leniwie cisza przeplatana świergotem ptaków. Temperatura jeszcze moment i dojdzie do 20 stopni. W ten wyjątkowy dzień, oczywiście nie podarowałam sobie wyjścia na łąkę, a co tam zobaczyłam i usłyszałam poczytajcie proszę...

Stokrotka

Stokrotka malutka,
łodyżka kruchutka
- spojrzała wesoło,
co słychać wokoło?

Jest słońce, jest życie,
jest rosy obficie
i chociaż chłód trzyma,
ja zawsze wytrzymam.

Czyżbym pierwsza była?
Oczka przymrużyła,
w słoneczko spogląda,
sąsiadów wygląda.

Mały kroczek może...
- już widać rozdroże,
zbocze wykwitnięte,
mniszkiem porośnięte.

To mlecze złociste
otyłe, mięsiste.
Stokrotce mrugają,
wesoło gruchając.

Ach, witam kochane!
Już oczka zaspane
przemyłyście rosą?
Bo ptaszki już niosą...

śniadanie w świergocie,
wesołej ochocie.
Na wiosnę czekamy,
już jej nie oddamy.

Po drugiej zaś stronie,
na zielonym tronie
biel lilii spoczywa,
niczym gęsta grzywa...

Tam szafran wspaniały
- krokusem nazwany,
choć śnieg go okrywa,
do tańca przygrywa.

Z wesołym przytupem,
twardym prętosłupem,
wygina się cały
i tańczy wspaniały.

Stokrotce serduszko
szepnęło na uszko:
- to życie powstaje,
czas zimy ustaje.

Tak stokrotka mała
przyjaciół szukała,
wyciągając szyję
co też dziś odkryje...

Nawet nie spostrzegła
jak biel ją obległa,
siostrzanych kwiatuszków,
wyżółconych brzuszków.

Radość ponad miarę
przepełniła czarę,
łzy szczęścia gruchnęły
na ziemię spłynęły.

Wszystko już gotowe.
Stroje wizytowe
kwiaty powkładały, 
tak wiosny czekały.

Następnego ranka
rozkwitła sasanka.
Po kwietnym dywanie
stąpa piękna Pani...

Wita się z przyrodą,
każdą trawą młodą.
Ze słowikiem śpiewa,
śmiech czysty rozbrzmiewa.

Witaj ciepła Pani!
Wkoło rozsypani
dywan Ci ścielimy,
drzewa pobielimy.

Pochwycimy słońce
zostań już na łące,
ogrzej ziemię chłodną,
nakarm dziatwę głodną.

Niech zima umyka
w koryto strumyka,
wiosna niech króluje
dary rozsypuje.

Stokrotka cichutko
westchnęła wolniutko:
- jest radość, wesele
no... i przyjaciele.

Kraków 21.03.2017







niedziela, 12 marca 2017

Wiosna

Witajcie wiosennie moi kochani.
Chociaż za oknem tylko +5° a wietrzysko jak nieszczęście, to u mnie powiało, zapachniało wiosną i humor od razu mi się poprawił. Wszystko to dzięki mojej przepastnej szufladzie, w której dziś znalazłam wiersz o wiośnie z zeszłego roku. Wiersz napisałam w styczniu, najwidoczniej dopadła mnie jakaś depresja zimowa więc ratowałam zapewne psychikę. Mam nadzieję, że Wam po przeczytaniu tego wiersza, też zrobi się cieplej, przytulniej i weselej.

WIOSNA

Nad jeziorem błękitnym
gdzie szuwarów gęstwiny
cichuteńko kołyszą kaczęta,
słychać szum beznamiętny
wolne ruchy krzewiny,
tafla lodu gdzieniegdzie zmarznięta.

Ciepły zefir bezgłośnie
oczeretem poruszył,
trzcina z pałką ugięły się lekko.
Kumak kumka cichutko
z turzyc łebek wynurzył
wokół ciepło, przytulnie i miękko.

Wszystko żywe z sitowia
na jezioro wypływa
każdy czuje, że coś się wydarzy.
Rzęsy wkoło jak mrowia
bóbr się z tamy wynurza
i niepokój ogarnął wioślarzy.

Nad jeziorem powoli
mgła wyszyta kwiatami
nakrapiana tęczową kropelką,
choć skowronek swawoli
pod wierzb iwy pąkami,
 jawi nam się na tafli panienka.

Suknia z łąki kolorów
przetykana promykiem
wyhaftowana nićmi topika,
skrywa Panią wieczorów
z coraz krótszym przednówkiem
- cud oblicze i słodka mimika.

Dwa łabędzie królewskie
śnieżną bielą okryte,
dumnie ciągną wspaniały galeon.
Wiosna wszędzie rozsiewa
życie, miłość, rozkwitłe
pąki uczuć... zniża boski panteon.

Witaj Pani wszech czasów
rodzicielko istnienia,
niestrudzona odwiecznym dawaniem
żyć zalążków, radości
z pierwszych oznak wzrastania.
Czas bez Ciebie jest ciągłym czekaniem.

Wszyscy mali i duzi
ważni, mądrzy i głupi
kornie głowę przed Wiosną schylili.
Każdy dostał dar życia
swoją misję na ziemi,
każdy poddał magicznej się chwili.

Nagle ciszę upojną
i powagę stwarzania
przerwał cichy, słabiutki pisklaczek.
Dziobek z jajka wychylił
pierwszy oddech zapiskał,
wyjść do życia próbuje biedaczek.

Pani wiosna szczęśliwa
 cudnym życia owocem,
bierze pisklę niezdarne na ręce.
Niech nam żyje Mateńka!
Niech co roku przybywa!
Pieśń radosną jej składam w podzięce.

Kraków 03.01.2016





środa, 8 marca 2017

Moje błogosławione sanktuarium



Tak sobie siedzę, tak sobie przeglądam moje szpargały, (a uwierzcie mi, szuflada jest  spora....., oj spora i wszerz, i w dół) im głębiej sięgam, tym ciekawsze rzeczy wyciągam. Czego to kobieta nie potrafi nagromadzić przez swoje życie.
Chcecie przepisy? - proszę bardzo.... i z zeszłego tygodnia i sprzed pół wieku.
Chcecie porady? - są i porady, nawet mojej babci Karoliny. Pytajcie proszę, może będę mogła wam pomóc.
Najwięcej jednak miejsca w szufladzie zajmuje moje " błogosławione sanktuarium", czyli moje drugie i chyba to prawdziwsze "ja", o którym do tej pory niewiele osób wiedziało.
Do tego drugiego życia uciekałam zawsze, kiedy było mi źle, gdy mnie krzywdzono, gdy byłam strapiona, gdy się z czymś lub z kimś nie zgadzałam.
Tak bardzo nie lubię kłótni czy jak wolicie udowadniania swoich racji, że zawsze wolałam ustąpić, zamknąć się w swoim lepszym życiu i tam ochłonąć z emocji, a później jakoś to szło.... Na pewno nie będę dyskutować, czy takie zachowania są dobre czy nie (nie jestem psychologiem), tak czy inaczej przetrwałam i mam się dobrze, a nawet bardzo dobrze.                                                                    
Na początek mam dla Was przesłanie i uwierzcie mi, życie naprawdę jest takie proste. Dowiadujemy się tego troszkę za późno, niestety.
                         
Miłość!  W tym jednym słowie, Bóg zawarł sens istnienia.
Każdy rodzaj miłości, łączy pokolenia.
Wiara, nadzieja, szczęście, dobrobyt, ciepło, życie
ukryte w jednym słowie... . Ludzie... , czy mnie słyszycie..?
Kochajcie zatem wszystko, wszystkiego i wszystkiemu
- i żyjcie...! Żyjcie prosto, zwyczajnie - po bożemu.

Napiszę Wam dzisiaj jeszcze w skrócie moją biografię. Jest może trochę smutna i nostalgiczna, ale tak właśnie się czuję.

                                                                STŁAMSZONA

Urodzona na polnym rumianku
w świat wkroczyłam o srebrnym poranku.                        
Polne kwiaty posłaniem mi były
pokochałam ten dom z całej siły.
                 
Pokochałam łąk trawy, szmer wody,
wielkie malwy - przecudnej urody.
Łany zbóż majestatem kojące,
każde źdźbło, każdą trawę na łące.

O poranku, ćwierkaniem zbudzona
biegłam boso, czym? - nie wiem, natchniona
ujrzeć słońce. Jemu pierwsze słowa,
pierwszy uśmiech -  co dzień dać gotowa.

Kiedy wzięta w promieni objęcia,
tańcząc biegłam, nie mając pojęcia
gdzie i dokąd? dlaczego i po co ?
- rannym świtem te nogi tak kroczą...?

Byłam ptakiem,  a może motylem
czułam wiatr, kwiatów woń i że płynę...
w oceanie pachnideł powietrznych,
otulona promieniem słonecznym.

Tak mijało beztroskie dzieciństwo,
wokół radość i szczęście aż kwitło.
Zaś rodziną najbliższą mi była
ta natura, co pięknem koiła.

Czas niestety zbyt szybko przemija,
w moje życie zakradła się żmija.      
Jad zabójczy wstrzyknęła mi w serce...
Od tej chwili..., wciąż na poniewierce.

Przyszła pora na wyższe nauki.
Z płaczem w lesie żegnałam swe żuki.
W nowej szkole - gdzieś w mieście - odkryłam,
że od teraz..., jak gdybym nie żyła.

Wokół wciąż wszyscy mają pretensje,
- zamknę oczy i widzę hortensje...
Cały czas ktoś na kogoś nadaje,
- betonowe za oknem rozstaje...        

Trzeba było rozpocząć od nowa              
swoje życie. Nie byłam gotowa
na te zmiany, na pustkę, obłudę,
materializm, szowinizm i nudę.

Było ciężko, nie powiem - cierpiałam,
mych przyjaciół przy sobie nie miałam.
Dobry Bóg przeżyć pomógł te chwile
i rosnące pod oknem żonkile.

Radość życia, przymusem stracona
znów z uśmiechem mi była zwrócona
moich dzieci. Gdy te się rodziły,
powracało znów szczęście i siły.    

Borykając się w ciągłym chaosie,
nie umiałam grać życiu na nosie.
Dzieci przyszły i szybko odeszły,          
dla mnie znów puste czasy nadeszły.  

Żyję cicho, stłamszona w betonach.
Chwytam chciwie powietrze w salonach.
Jedna myśl ciągle w głowie jaśnieje,
ona daje mi szczęście, nadzieję.      

Wrócić znów na zielone pastwiska,
słuchać znów śpiewu ptaków i z bliska
patrzeć, wąchać, dotykać przyrody,
śmiać się, tańczyć, źródlanej pić wody.

To błaganie do Ciebie zanoszę
Panie Boże i pokornie proszę:
wyzwól mnie z mroków "ludzkiej kultury"
jeszcze raz weź w objęcia natury........

                                   Kraków 17.01.2015