wtorek, 24 listopada 2020

Jesienne brzozy

 No i któż to zaczarował mnie tej jesieni?
Oczywiście cudowne, wspaniałe, jedyne w swoim rodzaju moje ukochane brzozy.
Wszystko co chciałabym Wam o nich powiedzieć tej jesieni jest w moim wierszu.

                                               
                                                             Brzozowo jesiennie

Brzozy moje najpiękniejsze,
jesiennym złotem spowite.
Na śnieżno-białych sukienkach,
warkocze złote, obfite.

Wiatr psotnik wionął w te kłosy,
rozwiał wiszące kołtuny.
Rozczesał splątane pędy,
złotej jesieni zwiastuny.

Rój małych, złotych listeczków
uniósł się chmarą ku górze.
Ukazał brzozy koronę
w królewskiej koafiurze.

Opada złotem listowie,
wiatr figlarz znów je podnosi.
Brzozy kąpią się w złocie
wilgotny opar je rosi.

Magiczna, bajkowa jesień
zachwyca feerią dziwów.
Zamyka czas prac i zbiorów,
wyściela złotem archiwum.



 






wtorek, 20 października 2020

Moja mama

Ponad czterdzieści lat minęło od śmierci mojej mamusi. Byłam bardzo młodziutkim dziewczęciem kiedy odeszła. Miałam zaledwie siedemnaście lat i czwórkę młodszego rodzeństwa.
Nie chcę opowiadać jak to się stało i dlaczego, bo tak naprawdę nikt z nas tego nie wie. 
Piętnastego października minęła kolejna rocznica i tak jakoś po raz kolejny wróciłam do przeszłości. Było prosto, zwyczajnie, biednie. Czasem chłodno, czasem głodno ale najpiękniej...


Mamusiu moja kochana!

Któraż to już rocznica minęła,
kiedy ostatni raz słyszałam Twój głos?
Byłaś z nami tak krótko,
zbyt krótko...
ze mną najdłużej.
Wspomnienia
przekraczają bariery niepamięci.
Widzę Cię jak wychodzisz w gumowcach na łąkę
za chwilę prowadzisz krasulę z pastwiska
po drodze muskasz spracowaną ręką
czuprynę brata.
Widzę Cię jak kąpiesz mnie w metalowej balii
i spłukujesz moje włosy wodą z octem.
Ta prowizoryczna wanna do dziś 
jest moim najcudowniejszym wspomnieniem.
Jesteś w ogrodzie
na zagonie
w stodole
w stajni
w mgieł odsłonie
porannej
kiedy witasz świat.
Tak długo już Cię nie ma wśród nas
a nie odeszłaś ani na chwilkę.
Zapomniałam jak brzmiał Twój głos
a spod lasu nadal dobiega wołanie...
Nie ma już drzew z których zrywałaś owoce
a ja ciągle słyszę wesołe chrupanie.
Byłaś i jesteś piękną energią,
która radowała i raduje moje serce.
Śmierć może wszystko zabrać...
... ale nie miłość.



piątek, 18 września 2020

Szukam ludzi

 Kiedy po raz kolejny przeczytałam mój ostatni wpis, uświadomiłam sobie ile jeszcze tkwi we mnie zwykłej ludzkiej złości. Jak w pierwszym momencie zdarzenia ciężko mi ot tak, jak robił to Jezus... wybaczyć, nie krytykować, nie osądzać.
Jak wiele pracy przede mną, żeby móc osiągnąć chociaż namiastkę pokory i poddania się woli Bożej.
Czy kiedykolwiek z pełnym oddaniem potrafię powiedzieć: "Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie...."?
Ile jeszcze pychy muszę w sobie poskromić aby poczuć się godną chrześcijaństwa?
Arystoteles wzywał do wykształcania w sobie rzadkiej umiejętności "... złoszczenia się na właściwą osobę, we właściwym stopniu i właściwym momencie, we właściwym celu i we właściwy sposób."
Ja chciałabym umieć powtórzyć całym sercem i całą duszą za Św. Franciszkiem: "Tak wielkie jest dobro, które mnie czeka, że każdy ból jest dla mnie rozkoszą"
Św. Franciszek też doznawał upokorzeń od sług bożych ale umiał być ponad ich ziemskie ułomności.
"Pan mi powiedział i obdarza mnie tak wielką wiarą w kapłanów, którzy żyją zgodnie z nauczaniem Kościoła Rzymskiego, że ze względu na ich kapłaństwo, nawet gdyby mnie prześladowali, chcę się do nich zwracać." 
Przepraszam więc za moje irytacje i osądy.
Św. Franciszek powiedział mi również " ...orzeł lata bardzo wysoko ale jeśli położyć mu ciężar na skrzydłach nie będzie już mógł się wznosić. I tak ciężar rzeczy doczesnych nie pozwala człowiekowi wznieść się ku górze."
Po przeczytaniu tych słów zrozumiałam jak nieszczęśliwe są osoby przytłoczone dobrami materialnymi. Jak bardzo są zagubione i zatraciły na rzecz dobytku swoje najskrytsze bogactwo, Boga żyjącego w każdym z nas.
Wiem, że teraz moje modlitwy za nich będą lepsze i milsze Bogu. 


                                                              Szukam ludzi

Szukam miłości, serca, uśmiechu
szukam Cię Panie w każdym człowieku.
Pragnę dostrzegać na każdej twarzy,
smugę promieni porannej zorzy.
Radosny słyszeć dźwięk pozdrowienia,
widzieć Jezusa w ludzkich istnieniach.
Cieszyć się z każdym, zapachem łąki...
radośnie witać pierwsze drzew pąki.
Nie bać się mówić z potrzeby serca,
nie zgarniać zwykłej pieczęci głupca.

Żyć prosto, zwyczajnie bo wszystko dla ludzi
Bóg co dzień instynkty wzrastania w nas budzi.
Nie jest złem dobrostan, uznanie, szacunek
radość i zabawa, czasem mocny trunek.
Wszystko to Bóg stworzył dla naszych radości
a nie dla splendorów, pychy i chciwości.

Szukam Cię Boże, szukam z nadzieją
że świat się zmieni, ludzie dojrzeją.




sobota, 29 sierpnia 2020

Sprawiedliwość c.d.

 O Panie...
Ile w Tobie jest pokory i miłości. Ile cierpliwości i wybaczenia.
Pycha i samouwielbienie, ustawianie się na pozycji Pana Boga, sądzenie i poniżanie dosięga już nie tylko świeckie osoby ale i Twoich duszpasterzy.
Co mną wstrząsnęło? 
Ksiądz katolicki, który grzmi sprzed ołtarza na ślubie syna jednej z trzech sióstr "...budujcie ogrody siostry, bo z Waszej trójki tylko jedna zbudowała przepiękny rajski ogród, którego wszyscy jej zazdroszczą! Po to macie ręce, żeby nimi budować rajskie ogrody na ziemi".
O biedny "dusz pasterzu"... czy masz pojęcie czym mogą być rajskie ogrody?
Masz w sobie na tyle pychy i bezczelności, żeby ludzkie dorobkiewiczostwo i gromadzenie pustych atomów porównywać do rajskich kwiatów?
Niewiele osób na świecie potrafi wyobrazić sobie jak mogą wyglądać rajskie ogrody a zbudować potrafi je tylko Bóg. Chwała tym, którzy próbują sercem budować namiastki rajskich ogrodów, zdając sobie sprawę, że nigdy nie dorównają Stwórcy. Ich ciężką pracę widzi tylko Bóg i Ci, którzy w Nim żyją. Ich życie ogranicza się do pomocy innym.
Jak śmiesz porównywać dorobek ziemskiego procha do tworu boskiego.
Jak wielka jest twoja pycha i osób od których wziąłęś pieniądze, żeby tak profanować Istotę Najwyższą.
Kto dał ci władzę osądzania innych, nawet ich nie znając?
Skąd wiesz jakie ogrody w swoim życiu zbudowali?
Zazdrość... dlaczego osądzasz innych według siebie?
Żal mi tej siostry, która zbudowała ten piękny "rajski ogród" na ziemi. Chciałabym się mylić ale myślę, że nie potrafi już nigdy uczynić nic wielkiego, żeby móc zobaczyć nicość swojego ziemskiego ogrodu.
Pozostała mi już tylko modlitwa za nią.
Bardziej jednak boli świadomość, że większość duszpasterzy to zwykli faryzeusze.
Na niczym podobno nie zarabia się tak dobrze jak na tych , którzy za swoje grzechy płacą, nadal budując swoje królestwa na ziemi.
Za każde takie zdarzenie, dziękuję Panu Bogu.
To najpiękniejsze i najbardziej owocne chwile, kiedy uczę się pokory i miłości.
Chociaż we mnie zawrze natura robaka, podnoszę oczy ku górze i dziękuję Ci Panie.
Przytoczę Wam krótkie opowiadanie Romana Brandstaettera o św. Franciszku.
Takie zdarzenia zawsze prowokują mnie do jeszcze wytrwalszego szukania Boga.

"Pewnego dnia Franciszek spotkał żebraka i przyjrzawszy mu się uważnie, stwierdził z bólem, że ów czlowiek nie posiada sandałów i koszuli. Zwrócił się więc do swoich towarzyszy i tak do nich powiedział: 
- Jestem bardzo zawstydzony z powodu ubóstwa tego czlowieka, albowiem jestem bogatszy od niego.
To powiedziawszy, zdjął z siebie koszulę, z nóg zzuł sandały i wręczając je żebrakowi powiedział:
- Podzielimy się po bratersku, aby stało się zadość sprawiedliwości.
- Jak to? - zdziwił się żebrak. 
- Przecież teraz będziesz miał mniej ode mnie?
- Tak - odparł Franciszek. - Masz słuszność.
Będę miał mniej od ciebie. Ale to jest właśnie sprawiedliwość."

A tak z czystej babskiej ciekawości, jak podobają Wam się ogrody, które budował św. Franciszek?
Czy chcielibyście mieć takiego duszpasterza...?  No, ja też.
Módlmy się za duszpasterzy.





niedziela, 9 sierpnia 2020

Sprawiedliwość

Dlaczego miałabym złorzeczyć lub złościć się na ludzi którzy mnie krzywdzą?

Uśmiecham się i odpuszczam, ale nie jest to szczęśliwy uśmiech. Jedyne co wtedy czuję to porażka i ogromny niedosyt, że nie udało mi się odnaleźć i otworzyć ich serca. Przecież każdy z was rozumie, że swoim postępowaniem nie skrzywdzili mnie... Krzywda jaką sobie wyrządzają jest ogromnym nieszczęściem. Odpuszczam, ale zawsze próbuję coś jeszcze zrobić. Staram się, żeby moje działania były bardzo delikatne i niekiedy udaje się przemówić do zagubionej osoby, która zatrzymuje się w swoim nie do końca przemyślanym pędzie i czasem zastanawia się nad swoim życiem i postępowaniem. Niestety takie przypadki to wieeeelka rzadkość, przynajmniej w mojej życiowej karierze. Jeżeli człowiek nie zauważa mojego  (mimo wszystko) przychylnego nastawienia i chęci wybaczenia a zaczyna traktować mnie jak zidiociałą kretynkę o najniższym poziomie inteligencji, którą można ot, tak skopać bo jest po prostu głupia..... odchodzę. Zwyczajnie zostawiam człowieka z jego nieprzeciętną mądrością i inteligencją, i odchodzę. Reszty dokona Najwyższa Mądrość przed którą mogę tylko schylić czoło. Sprawiedliwość tak samo jak śmierć wpisana jest w nasze jestestwo, czy nam się to podoba czy nie i nikogo na tej Ziemi nie ominie. Ludziom się wydaje, że ich to nie dotyczy. Spotyka wszystkich dokoło ale nie mnie, poza tym już tyle lat mi się udaje, płynę na wznoszącej się fali, dlaczego niby miałbym z niej spaść? Jestem silna(y), mądra(y), ludzi traktuję przedmiotowo i tak jest najbezpieczniej. O biedny człowieku, twoja autodestukcja jest tak wielka, że twoje życie jest już nic nie warte.Ty mnie skrzywdzisz i zostaniesz z raną w sercu i duszy o której nawet nie wiesz. Ta rana bardzo powoli zacznie ropieć i atakować ciebie samego. Co będzie dalej? Przecież wiesz. Ja uśmiechnę się, wybaczę i zapomnę. Wyciągnę ręce do słońca i pomaluję radością i szczęściem moją duszę. Co z tego się rozwinie? Przecież wiesz. Które z nas jest głupsze czy może jak wolisz mądrzejsze? Na te pytania odpowiedz sobie sam. Sprawiedliwość tak jak i śmierć są nieodłącznymi i niezmiennymi elementami egzystencji. Funkcjonują w naturze powodując jej rozwój, synchronizację i stabilność. Równowaga jest podstawą bytu.

"Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle. Lecz jeśli twoje oko jest chore, całe twoje ciało będzie w ciemności. Jeśli więc światło, które jest w tobie, jest ciemnością, jakże wielka to ciemność." (Mt 6, 22-23)

"Jestem światłością tego świata" - mówił Jezus. Wyzywano Go od belzebubów i do dziś nic się w tej kwestii nie zmieniło. Jeżeli chcesz przejść przez życie z Jezusem pod rękę, przygotuj sie na ból i utrapienia. Znienawidzą cię wszyscy bo od większości bedziesz odstawać. Nie raz i nie dwa w twoim umyśle zagości niepokój, zwątpienie, niezrozumienie. Jedynym ratunkiem dla ciebie będzie miłość i wybaczanie. Praca nad światłem w swoim wnętrzu jest bardzo ciężka i trwa zazwyczaj całe życie. Im  bliżej będziesz Boga tym częściej i natarczywiej złe siły będą cię atakować. Jeżeli jednak twoja świadomość przyswoi sobie, że nigdy w tej walce nie jesteś sam... zwyciężysz. Dorobek zaś twojego życia będzie nieporównywalny z żadnym ziemskim dobrem materialnym. Napisałam tego posta po tym jak po raz kolejny krzywdzi mnie ksiądz.... Czy powinnam zwątpić...?     Ks. Boniecki powiedział kiedyś: "Lepiej palić fajkę niż czarownice". To bardzo mądre i wymowne słowa. Myślę, że Pan Jezus też by się pod tym podpisał. Buduję nadal swoje światło bo wiem, że nie jestem sama.

Ile kilogramów wiary, nosisz w sobie człeku?

Ile lat nadziei, stłumionego krzyku?

Ile złóż miłości wydobyłeś z serca?

Czy bliźniego kochasz, czy złotego cielca?

Jak często oddajesz, wolę na sprzedanie?

Bo ważne jest tylko tu, ziemskie przetrwanie.

Boisz się napaści, śmieszności, problemu.

Wszystkiego co zdąża ku życiu dobremu.

Strach przed tym co ludzkie jest pustym doznaniem.

Lęk niech cię ogarnia, przed Boga spotkaniem.

Czy dobro jedyne i miłość prawdziwa,

będą ciebie sądzić... rzecz to niemożliwa.

Tobie dano wolę wolną, oraz zmysły.

Twoje zaś uczynki z chęci twoich wyszły.

Życie którym zdążasz, wymiarem boskości.

Podążaj więc żmudnie, do doskonałości.


                                                                                                             OBRAZ OLEJNY TEMIDA BOGINI SPRAWIEDLIWOŚCI 116X66C 7606697720 ...

środa, 15 lipca 2020

Myśl

Myśli......
Czym są?
Jak powstają?
Skad się biorą?
Czy rzeczywiście to jedyna siła powodująca człowieka do dzialania?
Myśl to proces ciągły i nieustanny.
Kiedy łapiemy na tej ziemi pierwszy oddech wraz z nim przelatuje przez nasz maleńki umysł pierwsza myśl i jest ona z pewnością okrzykiem strachu i przerażenia.
Stąd też, pierwszym odruchem noworodka jest histeryczny wręcz płacz, który jest reakcją nie tylko na rozdzierający ból w piersiach przy pierwszym złapanym oddechu ale też konsekwencją pierwszej przerażającej myśli.
Przystosowanie to jeden z podstawowych przymiotów życia. Tak więc, ta cząstka naszego jestestwa uspokaja nasze myśli, które z kolei koją nasz strach i ból fizyczny. Zaczynamy życie, które do ostatniej chwili będzie wzniecane, generowane i inspirowane naszą myślą.
Chociaż myśl jest procesem nieustannym jak oddychanie, tylko około 20% myśli ma związek z rzeczywistością, reszta jest całkowicie nieracjonalna. Odpowiednia ich adaptacja i dopasowanie do rzeczywistości pozwala kontrolować nasze emocje i zachowania.
Myśl to obserwacja, analiza, porównanie i wyciaganie wniosków. Dalszy ciąg to budowanie i realizacja swojej rzeczywistości tak, aby osiągnąć najwyższy wymiar ziemskiego szczęścia.
Ten zaś jest interpretowany na tyle sposobów ile jest istnień na tym świecie.
Jedynym namacalnym dowodem na określenie wymiaru szczęścia jest endorfina, inaczej hormon szczęścia. Nasze ciało może go wytwarzać jest więc produktem chemicznym a więc istniejącym.
Szczęście tak samo jak myśl jest pojęciem względnym, nieuchwytnym i niejednoznacznym. Nie pokuszę się więc o ich definiowanie.
Nauka niewiele może na dzień dzisiejszy powiedzieć o myśli. Nie wiemy jak i gdzie powstaje?
Możemy ją konfigurowaać i modyfikować jak już zaistnieje nie znamy jednak procesu chemicznego tego zjawiska.
Tak wiele człowiek osiągnął właśnie dzięki myśleniu. Myśl i sposób myślenia buduje życie i rzeczywistość każdego z nas i o ironio... tak niewiele wiemy o tym procesie.
Gdyby nie myśli nie istnielibyśmy.
"Myślę więc jestem" - Kartezjusz.
Ludzkość nie rozwinęłaby się do obecnego poziomu. Bylibyśmy tylko wegetacją.
Kiedy nasz mózg jest już zdolny do logicznego myślenia nasze wyselekcjonowane myśli wprowadzamy w czyn. Działanie zaś na powrót buduje różnorakie myśli, które zmodyfikowane tworzą nowe czyny czyli nas.
Ponieważ myślenie jest procesem ciągłym i nieprzerwalnym, doświadczamy napływu najprzeróżniejszych myśli: dobrych i złych, motywujących i destrukcyjnych. Borykamy się z natłokiem myśli i często popełniamy błędy myślowe. Myślenie i odpowiednia eliminacja myśli niekonstruktywnych decyduje więc o naszych dobrych i złych emocjach i wyborach czyli brzydko mówiąc o jakości naszego życia.
Jak więc widzicie wszystko w nas współdziala i dopasowywuje się idealnie. Jedno wpływa na drugie to zaś warunkuje działanie pierwszego. Nasz genialny konstruktor zadbał o wszystko z najmniejszymi detalami. Jesteśmy produktem perfekcyjnie genialnym w swojej nicości.
Wyobrażam sobie, że instalowanie mózgu i uskutecznienie wszystkich procesów zwiazanych z jego funkcjonowaniem było ostatecznym zatwierdzeniem bytu człowieka.


                                                                Myśli nasze

Myśli nasze nieokiełznane, nieprzewidywalne
tak często w lot zapomniane.
Ulotne jak szary dym
unoszący emocje po straconych uczuciach.
Magiczne jak drzewo życzeń
dekorowane kolorowymi wotami wdzięczności.
Abstrakcyjne jak księżycowe ogrody Semiramidy
spuszczające pnącza łuny na Ziemię.
Szybkie jak błyskawica
raniące duszę nagłym bólu piorunem.
Powolne jak zamierzenie
czekające na łaskawego wykonawcę.
Radosne jak motyl
pływający w lazurze słonecznych promieni.
Smutne jak listopadowa szaruga
odbierająca życie minionym trymestrom.
Rozkoszne jak niemowlę
zniewalające otoczenie swoją rozbrajającą niemocą.
Dobre jak chleb
którego bochny mama krzyżem witała.
Abstrakcyjne jak fantazja
której dżokej puścił cugle inwencji.
Nieuczesane nie tylko Leca wesołka
prawdą i "lękiem mieszkające w naszych kręgosłupach".
Pobożne jak Maria Magdalena
pierwsza Apostołka Zmartwychwstania.
Stwórcze jak Actus Purus
Pan Wszelkiego Stworzenia.
Myśli nieulękłe, demoniczne
bojowniczo wnikające
w najbardziej zatwardziałe struktury istnienia.


obrazy nowoczesne "abstrakcyjna myśl" na Bazarek.pl




czwartek, 23 kwietnia 2020

Pandemia

Siedzimy w domu. Rzadko i na krótko wychodzimy.
Wyobraźcie sobie, że zwierzęta mogą być zmęczone naszą ciągłą obecnością. Przyzwyczailiśmy je do samotności, naszej niebytności i nagle jesteśmy dwadzieścia cztery godziny na dobę. Zaburzyliśmy ich rytm życia w szczególności zaś, kotom.
Te indywidualności muszą na nowo przyzwyczaić się do nowych warunków. Ich rytm i sposób życia  wyznaczają sobie same, nasza w nim nadingerencja budzi w tych osobnikach niepokój i rozdrażnienie. Z pewnością po pewnym czasie i one przyzwyczają się do ograniczenia swobód, tak jak i my.

Nie w porządku

To nie jest w porządku
tak dokuczać kotu!
Ciągnąć go za ogon
kiedy czas na drzemkę...
Biegać po pokoju,
gdy czas na paradę
z podniesionym ogonem.
Siedzieć w jego fotelu
jak to pora właśnie,
jego leniwcowania.
To nie jest w porządku
siedzieć w domu,
przez cały boży dzień.

Dlaczego ONI nie wychodzą?

Nie dosyć, że czekam na śniadanie
nie pozwalają mi na budzenie...
Przecież niedziela już była!
Nie zabrali mnie wczoraj na spacer.
Dziś jak gdyby nigdy nic.... śpią!
Tak sobie po prostu śpią!
Przecież dzieci muszą iść do szkoły,
mamcia i tatko do pracy
a jaaaaa.............
mógłbym się wreszcie zająć sobą.

Drapię do drzwi Piotrusia
cisza.......
Może Zosia mi otworzy?
Te drzwi też niedostępne.......

Zaczynam się obrażać!
Nie z kotami taka zabawa!

Słońce już wysoko a ONI nadal śpią....
O co tutaj chodzi?
Chyba chcą mnie ukarać?
Ale za co.....?
Obrażę się!
Tak właśnie!
Najpierw pokażę im, że to ponad moją godność.....
a później pójdę do swojego koszyka 
i cały dzień będę spał!
Niech poczują jak boli ignorancja.



Obrazy na płótnie Koty - Odmień swoje wnętrze • Pixers® - Żyjemy ...

wtorek, 21 kwietnia 2020

Przyroda

Myślę, że wytrwam w silnym postanowienu nie wracania nigdy do spraw tego świata na które tak naprawdę nikt z nas wpływu nie ma. Po przeczytaniu ostatniego posta i zderzeniu go z rzeczywistością, która w ostatnim czasie przytrafila się ludzkości, postanowiłam nigdy więcej nie zabierać głosu w tematach, które mnie przerastają. Najpierw byłam przerażona, później zaczęłam "mimo wszystko" (ulubione powiedzonko mojego kolegi) dopatrywać się dobrych następstw tego nieszczęścia jakie dotknęło świat. Czyżbym miała do tego (o ironio) powody? No, mam!
Myślę, że po jakimś czasie wszyscy podziękujemy opaczności za osadzenie ludzkości w ryzach. Jeszcze nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo zmienia się świat i przede wszystkim człowiek. Nadmiar wolnego czasu, strach i niewiadoma spowodowały, że ludzie zaczęli myśleć inaczej.
Wierzę mocno, że to będą pozytywne zmiany. Póki co widzę tylko takie.
Każde doświadczenie człowieka okupione jest ofiarą. Doświadczenie globalne musi być okupione większą ofiarą. Mam nadzieję i już dziękuję Bogu, że w całkowitym rozrachunku ta lekcja pokory, którą zresztą sami sobie zafundowaliśmy nie jest ostateczna, chociaż wierzę, że przełomowa.
Wszystko przed nami więc nie traćmy czasu na gdybanie. Czy nam się to podoba czy nie, musimy zaakceptować fakt, że to nie my jesteśmy bogami i nigdy nie będziemy.
Dlatego też.... żyjmy lepiej, żyjmy pokorniej i cieszmy się najdrobniejszymi z rzeczy, które Stwórca nam ofiarował. Nasze życie i szczęście prawdziwe, zawarte jest w nich właśnie.
Jest przepiękna wiosna.  Nawet kiedy nie świeci słońce całe połacie traw okryte są żółtym mniszkiem. Widok ten od razu odpędza przygnębienie i smutek.
Ta niepozorna roślinka najbardziej obrazowo przypomina słońce. Jedyną energię jaka podtrzymuje życie na Ziemi.
Ilu z Was kiedykolwiek zwróciło na nią uwagę. Jeżeli już to chyba ze złością, przyporządkowując ją do chwastów. Ale to w tym pospolitym kwiatku zawarte są ogromne możliwości lecznicze dla człowieka i nie tylko. Każda jego cząsteczka poczynając od korzenia i skończywszy na kwiecie, ofiaruje nam całe mnóstwo cennych dla naszego zdrowia właściwości.
Działa przeciwcukrzycowo, moczopędnie, wspomaga odporność, trawienie, ogranicza łaknienie, reguluje cykle miesiączkowe. Mleczko z mniszka usuwa brodawki i kurzajki a nawet ma pozytywny wpływ na niektóre choroby nowotworowe. Niepozorny dla niektórych kwiatek może stać się dla każdego z nas, panaceum na zdrowie.
Mimo tego, że jednostka ludzka uklasowała się na szczycie łańcucha pokarmowego i jest najwspanialsza wśród fauny i flory nie zaszkodzi jej przecie, zniżyć się czasem do poziomu chwasta, bo być może w tym miejscu rozpocznie się jej prawdziwe i z pewnością lepsze życie.


Mniszek czarodziej

Wyżółcone łąki, trawniki i skwery
słońce odpoczywa na zaspanej ziemi.
Całusem złocistym przywarło do skóry
matuli. Budzi życie gesty cichymi.

Pierwszy dar boskiego muśniecia złożony
w najpospolitszym chwaście średniej urody.
Kiedy wzrost po zimie jeszcze spowolniony,
mlecz oplata grunty, łaki i ogrody.

Znów się rodzi radość po dni umieraniu,
dla nowego bytu mleko Matki w kwiecie.
Wspomoże istnienia w globalnym przetrwaniu,
od wieków zarania natura tak plecie.

Niepozorny mniszek witalności skarbcem,
na ludzi i zwierząt przypadłości groźne.
Na wszelki pożytek tańczy rannym brzaskiem
zroszony oparem, szronem w noce mroźne.

Dzielnie i wytrwale znosi dąsy wiosny,
misja najważniejsza w roślinie zawarta.
Kwiaty jego, liście i korzeń pomocne
kiedy z organizmów choroby wymiata.

Życie wiedzie krótkie lecz jakże owocne.
Choć niedoceniany, mądrości hołduje.
Po krótkim żywocie odchodzi subtelnie,
dmuchawcami wietrzyk obłoki maluje.

Upadną zarodki dmuchanych obłoków
na ziemię i pierwsze rozpoczną konanie.
Dar siły i zdrowia w piosenkach skowronków
na długie miesiące z naturą zostanie.

Blomma, äng, gul.








niedziela, 23 lutego 2020

Przednówek

W tym roku wyjątkowo szybko mamy przedwiośnie.
Nie doczekaliśmy się już niestety śniegu tej zimy a temperatury kilka razy spadły jedynie do -6 stopni. To nie nasza Polaków bajka.
Cóż jednak możemy zrobić...? Rewolucja naukowo-przemysłowa zaczyna zbierać swoje żniwo, że nie wspomnę rewolucja agrarna, bo tak naprawdę zaczęło się ok.12000 lat temu i od tego czasu homo sapiens pędzi i pędzi i nie może nadążyć.... sam nie wiedząc za czym.
Coraz bardziej agresywna eksploatacja złóż naturalnych oraz ich przerób na moce mechaniczne, produkcja kilkakrotnie przekraczająca zapotrzebowanie człowieka co z kolei powoduje niespotykany do tej pory rozwój konsumpcjonizmu, prowadzą niestety do całkowitego wyizolowania jednostki ludzkiej ze środowiska naturalnego a toż samo, doszczętnie przetrzebione nie jest w stanie  już się odradzać ani efektywnie bronić przed skutkami jego działalności.
Aby dotrzeć na szczyt łańcucha pokarmowego homo sapiens z niewiarygodną konsekwencją wyzbywał się wielogatunkowości w rodzinie hominidów, zniszczył nieodwracalnie 90% megafauny a w bliższym już nam okresie fauny i flory. Czy dążymy do samodestrukcji???
Tak naprawdę nie chcę pisać o skutkach poszczególnych rewolucji. Chcę Wam powiedzieć, że od kilku dni temperatury nie schodzą poniżej +5 stopni. Trawy bardzo wyraźnie zazieleniły się a w ogródkach i na łąkach rozkwitają pierwsze wiosenne kwiaty. Dopełnieniem tego jest odczuwalne przez wszystkich osłabienie wiosenne a silne wiatry przesuwające po niebie ciężkie chmury spoza których wychodzi mocne już słońce to standardowy obrazek z końca marca i początku kwietnia, jeszcze parę lat temu. Zmiany idą w nieprzyzwoicie szybkim tempie. Praktycznie co roku aura szczególnie zimowa i wiosenna jest inna niż poprzednie.
Czy mamy jakieś inne wyjście jak tylko przystosować się do zachodzących zmian?
Oczywiście, moglibyśmy przynajmniej spróbować w jakikolwiek sposób zbliżyć się  do natury i starać się ją ochraniać. Ale...czy to jeszcze ma sens?
Destrukcja środowiska naturalnego w skali globalnej jest tak ogromna, że nikt nie jest w stanie tego powstrzymać zaś rozpędzone ludzkie ego bez jakichkolwiek oporów eksploatuje i zużywa na potęgę dobra naturalne. Człowiek zachowuje się jak ćma. Leci na oślep do ognia, który ją ... spali. Tak po prostu. Żyje iluzją chwili nie myśląc zupełnie o tym, co potem.
Ogromny ból i bezsilność siedzą gdzieś w głębi mojej duszy.
Powrót do zbieraczy-łowców jest niemożliwy. Jakiekolwiek próby ochrony środowiska są krótkotrwałe i raczej na pokaz. Cóż może zrobić zwykły człowiek?
A może właśnie taki zwykly człowiek ma najwięcej do zrobienia. Przecież to nas, zwykłych ludzi jest najwięcej na świecie. A może....
Zacznijmy dążyć do minimalizmu. Nie zaśmiecajmy swojego życia dobrami materialnymi, które nie są nam potrzebne. Te zaś, których potrzebujemy niech będą w stopniu ograniczonym, okrojone do minimum. Wycofujmy powoli z użytku plastik w każdej postaci. To tylko bezpośrednio i pozytywnie wpłynie na nasze zdrowie, które nie przepada za plastikiem. Zacznijmy jedzenie traktować z szacunkiem. Jedzmy mniej i zdrowiej. Kupujmy szacunkowo i nie wyrzucajmy.
Natychmiastowym efektem będzie spokój jaki zaczniemy odczuwać. Coraz rzadziej będą nas dopadać choroby, które są pochodną tych właśnie nadużyć człowieka.
Będziemy mniej wydawać a więc i mniej pracować. Pozyskamy więcej wolnego czasu na życie...
Może priorytety ludzi zmieniłyby się i ważniejszym niż praca byłaby rodzina, żona, mąż, dzieci, wspólne radości i smutki. Może.....
Zbieracz-łowca pracował ok. czterech godzin dziennie i dietę miał bardziej urozmaiconą niż Ty.
Nie sądzę, że jesteś inteligentnieszy niż On. Gdyby Cię dziś zostawić z rodziną na wyspie pełnej megafauny i nieznanych ci roślin, nie przetwalibyście tygodnia.
Prokreacja regulowana była przez naturę. Matki karmiły dzieci nosząc je przy swoim sercu do ok. czterech lat. W takich też odstępach rodzily się następne. Praca poświęcona była przede wszystkim pozyskaniu pożywienia. Resztę czasu homo sapiens pożytkował na swoje przyjemności.
Powiecie, że ludzie ginęli będąc łupem dla zwierząt itd...  Oczywiście, że ginęli, giną i ginąć będą. Dzisiaj giniemy w wypadkach, kolizjach, zarażani coraz bardziej mutującymi wirusami, dziesiątkują nas choroby cywilizacji.
Pytanie moje jest bardzo proste: czy groźniejsza dla człowieka była dżungla sprzed 12000 lat, czy groźniejsza dla niego jest dżungla współczesna?
Czy było warto? - oto jest pytanie.
Przebyć tak wyczerpującą drogę, żeby wszystko zaczynać od zera?
A może na tym to właśnie polega???
Ale wiersz o przedwiośniu, będzie..... zgodnie z wcześniejszym zamierzeniem.
Ech, te kobiece emocje......

Przedwiośnie

Wietrzysko zgięło w pokornym pokłonie drzewa,
zziębnięte trawy leżą równym pokosem.
Toczy po niebie ciężarne deszczem chmurzyska,
zgubione krople ostrym orkana ciosem.

Eksplozja wściekłości w błyskawicznym pędzie,
zdobywa sąsiadów zatrwożone strefy.
Mroczno-szara peleryna kłębowiska
odkrywa lazur nieba nagle..., cisza dźwięczy.

W jednej chwili rozbrzmiały wszystkie głosy raju,
uśmiech zawisł nawet na sędziwej wierzbie.
Otrzepały z krzykiem mokre pióra ptaki,
uściełać zaczęły w potarganym gnieździe.

Słońce w mig wytarło przemoczone życie,
głaszcze ciepłą smużką wystraszone kwiaty.
Przyroda odżyła w ułamku sekundy
z szarości w tęczowe ubrała się szaty.

Ten pejzaż sielanki wnet przeszył złowrogi
świst. Struchlała infantylna wegetacja.
Rozćwierkana brzoza nagięła się cicho,
sąsiedztwo chwilowo tuli rezygnacja.

Znalezione obrazy dla zapytania: obrazy przedwiośnie


piątek, 31 stycznia 2020

Co z nami...

Dzisiejszy post, bardzo wyraźnie będzie ocierał się o animizm. Nie jestem animistką, chociaż.... wiem, że wszystko co zostało stworzone przez Boga żyje. Każde stworzone, na swój sposób ale żyje.
Być może obdarzono mnie większymi zdolnościami słuchania i odczuwania, być może.... chociaż z uporem maniaka twierdzę, że wszyscy dostaliśmy te zdolności, tylko nie wszyscy chcemy je wykorzystywać.
Często chodzę na spacery (w moim wieku to już obowiązek) i podziwiam cudowne dzieła Pana a ponieważ mieszkam w mieście jest ich tu już naprawdę niewiele, musiały ustąpić miejsca obiektom i przedmiotom twardym, ostrym, kanciastym i śmierdzącym a wytworzonym przez człowieka dla jego wątpliwej wygody.
Czasem jednak napotykam miejsca o których (na szczęście) ludzie zapomnieli. Takim miejscem jest dość długa alejka brzozowa a rośnie tu co najmniej sześćdziesiąt może nawet siedemdziesiąt brzóz. Wszystkie już rozwinięte, okazałe w swojej piękności. Kiedy przechodzę tamtędy ogarnia mnie niewytłumaczalna błogość i spokój. Czuję ich oddechy, powolne ruchy i ogromne pokłady empatii. Przyznam się Wam, że to jest jedno z niewielu miejsc gdzie mogłabym usiąść i tam pozostać. Harmonia i bliskość układają natychmiast w moim istnieniu porządek. Chociaż to zabrzmi groteskowo zawsze do nich mówię, proszę je o wiele i dziękuję.
Dla mnie są namacalnym pomostem między życiem ziemskim a uniwersum. Podobnie zresztą jak wszystkie inne twory boskie.

Brzozy

Brzozy białe, wysmukłe sięgające nieba.
Codziennie mnie witacie, gdy szukam dla duszy chleba.
Rośniecie sobie beztrosko, nad podziw doskonałe.
Gałęzie wznosicie do słońca by śpiewać Bogu chwałę.

Wiatr czesze wasze włosy, konary w takt jemu wtórują
a śnieżnobiałe sukienki w rytm życia z wiatrem falują.
Zadzieram głowę wysoko, chcę dojrzeć wasze oczy...
Pośród konarów, liści widzę cud boskiej mocy.

Piękną aleję tworzycie szpalerem potulności,
czystości i nadziei, doskonałej przyszłości.
Przechodzę tę promenadę, serce cichutko szepce:
"zostaw im swoje troski..., te nie są dla nich obce."

Raz jeszcze głowę unoszę, przyjazny szum mnie pochłania
z nadzieją skladam frasunki, z kurtuazją się kłaniam.
Módlcie się piękne panienki żeby na całym świecie,
zawsze szumiały drzewa, wzrastało cudne kwiecie.

Żeby człowiek zrozumiał co dla niego jest ważne.
Czy słodkie wasze pieśni, czy warkotanie straszne.
Czy miły zapach kojący coś znaczy dla istnienia?
Czy światu imponować nadal będą zniszczenia?

Proszę... i już dziękuję. Brzozy coś poszeptały...
Do Stwórcy ręce uniosły, modlić się poderwały.

Znalezione obrazy dla zapytania drzewa z twarzą

środa, 22 stycznia 2020

Boże Narodzenie c.d...

Tak jak pisałam wcześniej to jeden z najpiękniejszych okresów w roku ale czasem bywa też bardzo smutny. W minionym roku zmarł mój tatuś. Moi rodzice już nigdy nie usiądą przy światecznym stole. To czas kiedy właściwie każdy z nas wspomina kogoś bliskiego, kogo już z nami nie ma.
Naprawdę ważne jest abyśmy mieli w sobie tyle wiary, żeby wspominając bliskie nam osoby móc serdecznie się do nich uśmiechnąć i wiedzieć, że są szczęśliwi. Myślę, że tylko tego od nas oczekują.
Umieszczam w dzisiejszym poście, ktoś powie smutną a ja mówię bardzo optymistyczą i pełną wiary kolędę, która chciałabym żeby była otuchą dla wszystkich tęskniących.