Wiersz sprzed dziesięciu lat. Dosięgały mnie wszystkie ludzkie uczucia. Przeżyłam tak wiele, że mogłabym tym obdzielić kilka osób. Jakoś z Bożą pomocą przetrwałam i przetrwam jeszcze długo bo pamiętajcie, co nas nie zabije może nas tylko wzmocnić.
Moje dzieciństwo, środowisko w którym się wychowałam, no i oczywiście dobrzy ludzie zaszczepili we mnie wielką wiarę. Ta wiara właśnie, pozwoliła mi zwyciężyć wszystkie trudy życia i przetrwać.
To właśnie wiara jest moją opoką.
Niemoc...
Co za kretyńskie uczucie
władzę nad duszą mą chorą
zaciąga, szczególnie rano
lecz i wieczorną porą.
Tłamsi i męczy mnie bardzo,
często do łez doprowadzi
i chyba nikt już na świecie,
nie umie temu zaradzić.
Gdy życie Twoje niestety,
czasem w gruz skalny się zmieni.
Gdy z Twych życiowych zdobyczy
zostanie kupka kamieni,
przychodzi ONA! - to niemoc...
królowa wszystkich rozbitków.
Siada im rano na karku,
plując do nędznych napitków.
Przywraca często wspomnienia,
czasem zazdrością nas kole.
Wytyka błędy i grzechy,
przez które zjadły nas mole.
Rozdrażnia umysł i serce,
w noc żadną spać nie pozwoli.
Tak Ciebie umie zakręcić,
żeś prędko w ciężkiej niewoli.
Niewolę niemoc ma straszną
i rzadko kto z niej wychodzi.
Tak nieszczęśnika przytłoczy,
że tylko szloch skądś dochodzi.
Ani jedzenia ni picia
w niewoli tej, sam nie weźmiesz.
Tak mija dzień i zmierzch szary,
dopóki jak pies nie szczeźniesz.
I siedzi człowiek w niewoli
własnych rozmyślań i dołów.
I czeka dzień, noc i tydzień,
że znów dziś będzie "big" połów.
Siedzi i czeka samotnie,
niemoc swą władzę rozciąga.
Oczy już na wierzch wylazły,
to niemoc pętlę zaciąga.
Tak łatwo wspomóc biedaka
wystarczy jeden ruch ręką,
ażeby niemoc prysnęła
a szczęście wróciło prędko.
Wystarczy, żeby ktokolwiek
kto widzi niemocy peta,
zerwał je dając nadzieję
ludziom w życiowych odmętach.
Ale czy w życiu tak bywa?
Niestety, to tylko mrzonki.
Pobożne moje życzenia
i nie spełnione paciorki.
Odwrotność marzeń mych często
w życiu niestety góruje.
Zazdrość i pycha tych podłych,
złu często drogę toruje.
Powiedzcie - są przecież ludzie
zwykli, normalni, bez złości.
Powinnam może poszukać
kogoś z walizką miłości.
Zapewne, gdzieś tam jest przecie
ktoś bez złej duszy i serca?
Niechajby dobry był tylko.
Nie chcę kasiory i merca.
A kiedy nikt z Twoich bliskich,
co dumnie zwą się "człowiekiem"
nie przyjdzie Ci dziś z pomocą,
nie powie " dość Twoich cierpień!"
To wtedy spójrz w słońce jasne,
zobaczysz też błękit nieba.
Tam Ojciec Twój! - stamtąd przyjdzie
gdy będzie taka potrzeba.
Zaufaj Bogu i sobie,
odegnaj niemoc i żale
a życie, zaraz Cię rzuci
na morza radosne fale.
Płyń równo, mocno, wytrwale.
Mijaj wiatr, burze i szkwały.
Na koniec stawaj przed Bogiem
dumny, szczęśliwy i cały.





